— Co masz na myśli? Jest podejrzana, nie miałem rozkazu…
— Zrób, co ci każę, Andriej! To sędzia Elena Radu… z Sądu Najwyższego.
W sali zapadła ciężka cisza. Śmiechy, żarty, kpiące spojrzenia topniały jak lód w słońcu. Policjanci patrzyli na siebie, nie wiedząc, jak zareagować.
Elena lekko pocierała nadgarstki, gdy zdjęli jej kajdanki. — Dziękuję — powiedziała po prostu, wstając. — Chciałabym znać dokładny powód mojego zatrzymania.
Nikt nie odpowiedział. W kącie biura młody agent próbował ukryć zakłopotanie. Elena spojrzała na niego przez chwilę i dodała łagodnym tonem:
— Nie bójcie się. Nie jestem tu po to, by niszczyć wasze kariery, ale by nauczyć was, co znaczy szacunek dla zwykłego człowieka.
Jej słowa przecięły powietrze niczym ostrze. Nawet Mănescu, który zawsze grał na całego, spuścił wzrok.
— Pani Sędzio… gdybym wiedziała…
— Wiedziała pani wystarczająco dużo — przerwała mu. — Wiedziała pani, że jestem człowiekiem. A jednak…
W biurze, które do tej pory rozbrzmiewało śmiechem, zapadła głęboka cisza. Słychać było tylko jej pewne kroki, gdy mijając ich, wychodziła za drzwi.