— Tutaj pytają tylko, kto ma prawo, a nie kto jest w kajdankach!
Jeden z policjantów zachichotał z tyłu. Ale jego śmiech szybko ucichł, gdy telefon stacjonarny na biurku zaczął natarczywie dzwonić. Sierżant z grymasem na twarzy podniósł słuchawkę. — Dworzec Centralny, Mănescu w słuchawce.
Głos po drugiej stronie zamarł. Jego twarz natychmiast zbladła.
— Jak?… Co mówisz?… Sędzia, który?…
Wszystkie oczy zwróciły się na Elenę. Nie poruszyła się, tylko spokojnie obserwowała scenę. Mănescu powoli odłożył słuchawkę, jakby bał się ją rozerwać.
— Roz… rozwiąż ją natychmiast, rozkazał cicho.
Policjant obok niego stał z kluczem w górze.