W pomieszczeniu nie było śladu brudnych spraw.
Było ciepło. Zbyt ciepło jak na stary budynek.
Zapach gotowania, gorącej zupy i świeżego chleba wypełniał jego nozdrza. Na ścianach nie wisiały żadne zagraniczne sztandary, lecz stare ikony, ręcznie szyte rumuńskie ręczniki i kalendarz z mołdawskim klasztorem. Na środku pomieszczenia, kilka długich stołów z okorowanego drewna było pełnych ludzi.
Starzy ludzie w znoszonych ubraniach.