Opuściła telefon, patrząc na siostry, a potem na mnie. „Powiedział, że zaparkował przy pobliskim sklepie spożywczym. Będzie tu za jakieś piętnaście minut”.
Odliczanie oficjalnie się rozpoczęło.
Rozdział 6: Kolacja Nieznajomych
Podczas gdy czekaliśmy na powrót mężczyzny, który był sprawcą naszej zbiorowej traumy, w domu zapadła głęboka, dusząca cisza. Nikt nie chodził. Nikt się nie odzywał. Chyba żadna z nas nie znała słownictwa potrzebnego w tej chwili. Po prostu trwaliśmy w ciężkiej, napiętej atmosferze oczekiwania.
Zanim piętnaście minut w ogóle minęło, ciche, niepewne pukanie do drzwi wejściowych powróciło.
Wstałam od kuchennego stołu. Spojrzałam na moje córki, które przeszły do salonu, tworząc zjednoczony, defensywny front przy sofie. Wziąłem głęboki oddech, podszedłem do holu i otworzyłem drzwi.
Edwin stał tam, wyglądając na jeszcze mniejszego niż godzinę temu.
Cofnąłem się, bezgłośnie pozwalając mu wejść. Przekroczył próg boleśnie powolnym krokiem człowieka idącego na szubienicę. Zatrzymał się na skraju dywanu w salonie, z rękami głęboko w kieszeniach kurtki.
Przez długą, bolesną sekundę nikt się nie poruszył. Nikt się nie odezwał.
Wtedy Lyra przerwała ciszę.
„Naprawdę przez cały czas trzymałeś się z daleka?” zapytała ochrypłym, pozbawionym ciepła głosem. „Ani razu nie przejechałeś obok domu? Nigdy się nie zameldowałeś?”
Edwin spojrzał na podłogę, a wstyd emanował z niego namacalnymi falami. „Myślałem… że jeśli cię zobaczę, nie będę miał siły, żeby znowu wyjść. A musiałem wyjść, żeby to naprawić”.
Dora odważnie zrobiła krok naprzód, opierając ręce na biodrach, wyrażając gniew, który rzadko w niej widywałam. „Naprawdę myślałaś, że nie zauważymy? Przekonywałaś samą siebie, że twoja nieobecność nie będzie miała znaczenia, dopóki konta bankowe będą pełne?”
Wyraz twarzy Edwina lekko się zmienił, a przez jego zmęczoną twarz przemknął cień głębokiego, wewnętrznego cierpienia. „Myślałem… w moim chorym umyśle, że będzie ci lepiej z Sarą. Była wszystkim, czym ja nie byłam. Nie chciałam też szargać pamięci twojej matki, wciągając cię w moje finansowe porażki”.
„Nie możesz decydować o tym, z czym możemy sobie poradzić” – warknęła Lyra, a jej analityczny ton załamał się. „Nie możesz decydować za nas o naszej rzeczywistości”.
„Teraz to wiem” – błagał Edwin łamiącym się głosem. „Boże, wiem. I tak bardzo mi przykro”.