„Jeśli zagrasz na pianinie, dam ci tę restaurację, a jeśli nie, to wyrzucę cię bez grosza” – powiedział właściciel, próbując upokorzyć szefa kuchni. Ale gdy tylko kobieta podeszła do pianina, wydarzyło się coś nieoczekiwanego…

„Co za niespodzianka” – wycedził Mark, klaszcząc w dłonie. „Emma, ​​chodź tu”.

Jego córka wyszła mu na spotkanie. Miała idealnie ułożone włosy, suknię droższą niż roczna pensja Anny, a jej spojrzenie było zimne. Wszyscy znali jej historię: uczyła się u najlepszych nauczycieli, w drogich akademiach i dawała koncerty za granicą. Mark często mawiał, że grała „jak geniusz”.

Mark objął córkę ramieniem i spojrzał na Annę.

„Słuchaj. Emma teraz będzie grać. A potem ty graj. Jeśli zagrasz lepiej, kupię ci restaurację. Twoją własną. Z twoim nazwiskiem. A jeśli nie, to dziś stąd wychodzisz. Bez pensji.”

Wskazał na fortepian.

W sali zapadła cisza.

Anna poczuła, jak pieką ją uszy. Wszyscy patrzyli na nią. Nie jak na osobę, ale jak na rozbawioną.