Anna niosła tacę z gorącym mięsem, gdy nagle ktoś chwycił ją za nadgarstek.
"Zatrzymywać się."
Wzdrygnęła się. To był Mark, właściciel restauracji, człowiek, którego bali się nawet kelnerzy z dziesięcioletnim doświadczeniem.
„Co mówiłeś o pianinie?” zapytał, mrużąc oczy.
Anna nie od razu zrozumiała, o czym mówi.
„Ja… ja tylko powiedziałem, że fortepian jest rozstrojony.”
Mark uśmiechnął się i obrócił ją twarzą do sali. Przy stołach siedziało około czterdziestu osób – biznesmenów i ich żon.
„Słyszałeś?” powiedział głośno. „Nasz szef kuchni też jest muzykiem”.
Ktoś się roześmiał.
„Prawdopodobnie uczyłeś się w konserwatorium?” – zapytał Mark kpiąco.
Anna milczała.
„No i co? Zrobiłeś to czy nie?”
„Nie” – odpowiedziała cicho. W holu zrobiło się nieco ciszej.