Margarita miała 76 lat, kiedy jej dzieci zdecydowały, że nie może już mieszkać sama. Powiedzieli jej, że dla jej bezpieczeństwa potrzebuje stałego nadzoru i że pozostanie w domu jest zbyt ryzykowne. Nie sprzeciwiała się. Zgodziła się po cichu, przekonana, że stała się ciężarem.
Trzy miesiące później nie była już tą samą kobietą. Jej oczy straciły blask, a głos osłabł. Podczas jednej z wizyt powiedziała coś, co pozostało w jej pamięci na zawsze:
„Nie potrzebowałam, żeby ktoś się mną opiekował… Potrzebowałam wolności, żeby żyć”.
To zdanie oddaje jeden z największych błędów, jakie popełniają rodziny: mylenie opieki z kontrolą i ochrony z utratą niezależności. Starając się zapewnić komuś bezpieczeństwo, często odbierają mu to, co najważniejsze – jego godność, poczucie własnej wartości i chęć do życia.
Potrzeba pomocy nie oznacza automatycznie, że dana osoba powinna trafić do instytucji. Jednak współczesne społeczeństwo często stawia przed nią tylko dwie możliwości: całkowitą niezależność albo dom opieki. Ten fałszywy wybór powoduje realne szkody.