„Kuźnia. Kucie czegoś.”
„Eleanor, jest gorąco i niebezpiecznie i…”
„…i nigdy w życiu nie robiłem niczego wymagającego wysiłku fizycznego, bo wszyscy myślą, że jestem zbyt kruchy, ale może z twoją pomocą dałbym radę.”
Długo na mnie patrzył, a potem skinął głową. „Dobrze, naprawię to bezpiecznie.”
Postawił mój wózek inwalidzki obok kowadła, rozgrzał mały kawałek żelaza, aż nadawał się do obróbki, położył go na kowadle, a następnie podał mi lżejszy młotek.
„Uderzaj w to. Nie martw się o siłę. Po prostu poczuj, jak metal się porusza.”
Uderzyłem. Młot uderzył w żelazo z cichym łoskotem. Ledwo zostawił ślad.
„Jeszcze raz. Przyłóż się do niego plecami.”
Uderzyłem mocniej. Lepiej uderzać. Żelazo lekko się wygięło.
„Dobrze. Jeszcze raz.”
Uderzałem wielokrotnie. Paliły mnie ręce. Bolały mnie ramiona. Pot spływał mi po twarzy. Ale ja wykonywałem pracę fizyczną, kształtując metal własnymi rękami. Kiedy żelazo ostygło, Josiah podniósł lekko wygięty kawałek.
„Twój pierwszy projekt. To nic wielkiego, ale udało ci się”. Odłożył żelazo. „Jesteś silniejszy, niż myślisz. Zawsze byłeś silny. Potrzebowałeś tylko odpowiedniego zajęcia”.
Od tego dnia spędzałem godziny w kuźni. Josiah nauczył mnie podstaw: jak nagrzewać metal, jak go kuć, jak go kształtować. Nie byłem wystarczająco silny do ciężkiej pracy, ale potrafiłem tworzyć małe przedmioty: haki, proste narzędzia, ozdoby.
Po raz pierwszy od 14 lat, od wypadku, poczułem, że fizycznie jestem w stanie coś zrobić. Nogi mi nie dawały rady, ale ręce i dłonie tak. I w kuźni to wystarczyło.
Ale działo się też coś innego. Coś, czego nie mogłem kontrolować.
Czerwiec przyniósł inne objawienie. Pewnego wieczoru byliśmy w bibliotece. Josiah czytał Keatsa na głos. Jego umiejętność czytania poprawiła się do tego stopnia, że rozumiał złożone teksty. Jego głos był idealny do poezji. Głęboki, dźwięczny, zdolny nadać wagę każdemu wersowi.
„Piękno to wieczna radość” – przeczytał. „Jego piękno wzrasta. Nigdy nie zniknie w nicość”.
„Naprawdę w to wierzysz?” – zapytałem. „To piękno jest wieczne”.
„Wierzę, że piękno w pamięci jest wieczne. Sam obiekt może zniknąć, ale pamięć o pięknie pozostaje”.
Jaka jest najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałeś?
Zamilkł na chwilę. Potem: „Wczoraj w kuźni, pokryty sadzą, spocony, śmiejący się, gdy wbijałeś ten gwóźdź. To było piękne”.
Serce mi podskoczyło. „Josiah, przepraszam. Nie powinienem był…”
„Nie”. Przysunąłem wózek inwalidzki bliżej miejsca, w którym siedział. „Powiedz to jeszcze raz”.
„Byłaś piękna. Jesteś piękna. Zawsze byłaś piękna, Elellanar. Wózek inwalidzki tego nie zmienia. Złamane nogi tego nie zmieniają. Jesteś inteligentna, miła, odważna i, tak, fizycznie piękna”. Jej głos stał się bardziej dumny. „Dwunastu mężczyzn, którzy cię odrzucili, to ślepi idioci. Zobaczyli wózek inwalidzki i przestali patrzeć. Nie widzieli ciebie. Nie widzieli kobiety, która uczyła się greki tylko dlatego, że mogła, która czytała filozofię dla przyjemności, która nauczyła się kuć żelazo, mimo że miała złamane nogi. Nie widzieli tego wszystkiego, bo nie chcieli”.
Wyciągnęłam rękę i wzięłam go za rękę, jego ogromną, poranioną dłoń, zdolną zginać żelazo, ale trzymającą moją, jakby była ze szkła. „Widzisz mnie, Josiah?”
„Tak, widzę was wszystkich. I jesteście najpiękniejszymi ludźmi, jakich kiedykolwiek poznałam”.
Słowa wyszły mi z ust, zanim zdążyłam je powstrzymać. „Chyba się w tobie zakochałam”.
Cisza, która nastąpiła, była ogłuszająca. Niebezpieczne słowa. Niemożliwe słowa. Biała kobieta i czarny mężczyzna zniewoleni w Wirginii w 1856 roku. W społeczeństwie nie było miejsca na to, co czułem.
„Ellaner” – powiedział ostrożnie. „Nie możesz. My nie możemy. Gdyby ktokolwiek się dowiedział, to by…”
„Czego by chcieli? Przecież już mieszkamy razem. Mój ojciec już mnie z tobą ożenił. Co za różnica, czy cię kocham?”
„Różnicą jest bezpieczeństwo. Twoje bezpieczeństwo. Moje bezpieczeństwo. Czy ludzie myślą, że ten układ to uczucie, a nie obowiązek”.
„Nie obchodzi mnie, co ludzie myślą”. Pogłaskałem go po twarzy dłonią, wyciągając rękę, żeby go dotknąć. „Dbam o to, co czuję. I po raz pierwszy w życiu czuję miłość. Czuję, że ktoś mnie widzi. Naprawdę mnie widzi. Nie wózek inwalidzki. Nie niepełnosprawność. Nie ciężar. Widzisz Ellaner. A ja widzę Josiaha. Nie niewolnika. Nie bydlaka. Człowieka, który czyta poezję, tworzy cuda z żelaza i traktuje mnie z większą życzliwością niż jakikolwiek wolny człowiek.”
„Gdyby twój ojciec wiedział.”
„Mój ojciec wszystko zaaranżował. On nas ze sobą połączył. Cokolwiek się stanie, to po części też jego wina.” Pochyliłem się do przodu.