Teściowa powiedziała lekarzowi, że jestem paranoiczką i wyolbrzymiam chorobę syna. Ale kiedy lekarz zbadał go sam, syn wyszeptał sekret o zupie babci. Twarz lekarza zbladła i zlecił wykonanie ukrytego testu. Kiedy przyszły wyniki, zadzwonił do mnie i powiedział: „Przyjdź do szpitala. Sama”.

„Znów miał złą noc, doktorze” – zaczęła Sarah głosem napiętym z niepokoju. „Wstawał trzy razy, skarżył się na skurcze żołądka i ledwo tknął śniadania”.

Zanim doktor zdążył odpowiedzieć, Helen wtrąciła się z cichym, lekceważącym śmiechem. „Och, Sarah, tak się martwisz. Zjadł idealnie porządną miskę mojej domowej owsianki godzinę później. Wiesz, jak to jest z dziećmi”. Odwróciła się do doktora, a jej twarz wyrażała znużenie i dzielenie się mądrością. „Ona chce dobrze, doktorze, po prostu… myśli. Całymi dniami czyta te okropne rzeczy w internecie i wmawia sobie, że Leo ma jakąś rzadką, egzotyczną chorobę. Szczerze mówiąc, myślę, że jej niepokój jest tu większym problemem”.

Dr Peterson obdarzył Sarę protekcjonalnym uśmiechem. „No, no, pani Miller, nie dajmy się ponieść temu, co mówi dr Google. Przeprowadziliśmy wszystkie standardowe badania. Wszystkie są czyste. Prawdopodobnie to po prostu wrażliwy chłopiec z kapryśnym żołądkiem”.

Sarah poczuła znajomą falę bezradnej frustracji. Była manipulowana, jej uzasadnione, macierzyńskie troski zostały przerobione na neurotyczną paranoję. Nie walczyła tylko o zdrowie syna; toczyła podstępną wojnę psychologiczną z kobietą, która miała być jej sojuszniczką. Spojrzała na Leo, którego głowa teraz słabo spoczywała na jej piersi, i z pewnością, która przeszyła ją gęsią skórkę, wiedziała, że ​​to nie tylko kapryśny żołądek.

Dwa tygodnie później wrócili. Dr Peterson był na konferencji, a na jego miejscu pojawił się dr Evans, młody rezydent, którego twarz wciąż emanowała orzeźwiającym brakiem cynizmu. Był uważny, zadawał precyzyjne pytania, a co najważniejsze, słuchał. Słuchał wygładzonej opowieści Helen o przejętej matce, ale jego wzrok wciąż błądził po zmęczonej twarzy Sarah i bladym, cichym chłopcu na jej kolanach. Dostrzegł ten brak jedności.