Jej ręce trzęsły się, gdy mówiła.
Policjanci wymienili spojrzenia. To nie był przestępca, którego się spodziewali. Po prostu kolejna babcia próbująca przetrwać.
„Dobrze” – powiedział starszy oficer po chwili milczenia. „Tym razem cię puścimy. Ale nie możesz tak dalej. Inni nie będą tak wyrozumiali”.
Ulga zalała jej twarz zbyt szybko.
„Tak… tak, oczywiście” – powiedziała, kiwając głową raz po raz. „Nie wrócę”.
Jeden z młodszych oficerów uśmiechnął się.
„Skoro już tu jesteśmy, to kupmy coś. A przynajmniej pomóżmy”.
Jej reakcja była natychmiastowa — zbyt natychmiastowa.
„Nie! Proszę” – powiedziała ostro, po czym zmusiła się do nerwowego śmiechu. „Już dziś sporo sprzedałam”.
Oficer zmarszczył brwi.
„Dużo? Nikogo nie ma w pobliżu”.
„Przyjechali wcześnie” – powiedziała szybko. „Właśnie ich przegapiłeś”.
Jej wzrok powędrował w stronę ulicy. Potem z powrotem na pudełko. A potem znowu w bok.
Coś wydawało się nie tak.
Policjant przykucnął i podniósł jednego z pomidorów.
Był cięższy niż powinien.
Odwrócił go. Delikatnie nacisnął.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
„Proszę pani” – powiedział cicho, wstając – „odejść od skrzyni”.
„Co? Dlaczego?” zapytał zdezorientowany jego partner.
Policjant nie odpowiedział. Podniósł kolejnego pomidora i lekko go przekręcił.
Skóra pękła, ukazując to, co było ukryte w środku.