Nasza noc poślubna — miała być najszczęśliwszym momentem mojego życia — zamieniła się w koszmar.
Kiedy wróciliśmy do pokoju, drzwi nagle się otworzyły. Mój teść, szczupły mężczyzna po sześćdziesiątce z głęboko osadzonymi oczami, wszedł do środka, niosąc poduszkę i koc.
„Dziś w nocy będę spał z wami dwojgiem” – powiedział spokojnym głosem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. „To rodzinna tradycja. Pierwszej nocy „szczęściarz” musi leżeć między nowożeńcami, żeby zapewnić sobie syna. Twój dziadek robił to samo”.
Zamarłam. Spojrzałam na męża, spodziewając się, że to zbagatelizuje – ale on tylko skinął lekko głową, uśmiechając się.
„Tato, to tylko jedna noc. Kochanie, tak właśnie robimy w naszej rodzinie…”
Serce mi zamarło. Chciałam odmówić, ale wiedziałam, że jeśli zrobię scenę w noc poślubną, wszyscy uznają mnie za niegrzeczną i lekceważącą. Więc milczałam, leżąc na skraju łóżka, jak najdalej.