Potem ton się zmienił. Pisał o Susan – o sporach w interesach, nieudanych dostawach, groźbach. Pisał, że ma dzieci i że nie chce im zrobić krzywdy.
Nie były jego.
Zadzwoniłem do Petera, najbliższego przyjaciela Grega. Uwierzył mi od razu.
Jego syn Ben odwiedził dom Susan. Prawda wyszła na jaw.
Susan skłamała. Chciała zemsty. Chciała, żebym cierpiał tak, jak ona cierpiała.
Nie było żadnych sekretnych dzieci. Żadnej zdrady. Tylko okrucieństwo przebrane za smutek.
Tej nocy płakałam – nie ze zwątpienia, lecz z ulgi.
Zacząłem pisać prawdę. Żeby ją zachować. Żeby pamiętać.
Moje małżeństwo nie było kłamstwem.
Greg był niedoskonały, uparty, zwykły człowiek — i mnie kochał.
Prawda ta była wszędzie, w jego dziennikach, pisana raz po raz:
„Kocham ją.”
Nigdy tego nie ukrywał.