Weszłam do sypialni, wzięłam torbę z dokumentami i kilkoma ubraniami. Na parapecie stało nasze zdjęcie ślubne, patrzące na mnie smutno. Wzięłam je do ręki, spojrzałam przez chwilę, po czym odłożyłam je na miejsce.
Kiedy wyszłam z domu, poczułam, jak ciężar spada mi z ramion.
Na parkingu podszedł do mnie starszy sąsiad i powiedział:
— Pani Mario, takie jest życie… niektórzy ludzie uczą nas przez ból, czym jest wolność.
Lekko się uśmiechnęłam i przyznałam mu rację.
Podniosłam głowę, wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę ulicy. Po raz pierwszy od dawna czułam, że ta droga prowadzi dokądś. Nie na wakacje, lecz do nowego życia — takiego, w którym nie musiałam już prosić o pozwolenie, by być szczęśliwa.