Spojrzałem przez wizjer i zamarłem. Emma stała na podeście. Moja siostra. Miała mokre włosy, płaszcz przeciwdeszczowy narzucony pospiesznie na szlafrok, bladą twarz. Nawet przez zaparowane szkło było jasne, że stało się coś złego.
Otworzyłem drzwi. Kiedy weszła do mieszkania, światło oświetliło jej twarz, a mnie ścisnęło w żołądku. Jedno oko było ledwo otwarte, a wokół niego rozprzestrzeniał się ciemny siniak. Miała świeże rozcięcie na policzku i spierzchnięte usta. Próbowałem się opanować, ale było mi ciężko.
Pomogłem jej zdjąć płaszcz i dopiero wtedy zauważyłem jej dłonie. Nadgarstki miała posiniaczone, jakby ktoś je ścisnął i nie chciał puścić. Bardzo znajomy widok.
„To on?” zapytałam cicho. „Twój mąż?”
Emma spojrzała na mnie. W jej oczach było zmęczenie i ból, spojrzenie, które sprawiło, że chciałem odwrócić wzrok. Byłyśmy bliźniaczkami i znałam tę twarz aż za dobrze. Patrzenie na nią w takim stanie było szczególnie trudne.
Zawsze byliśmy niemal identyczni. Z wiekiem pojawiły się drobne różnice, ale dla obcych wciąż byliśmy jak odbicia w lustrze. Ludzie mylili nas w sklepach, na ulicy; nawet starzy znajomi czasami się mylili.
I wtedy przyszła mi do głowy myśl, która mnie zaniepokoiła. Niebezpieczna, błędna, ale zaskakująco jasna.
A co, gdybyśmy zamienili się miejscami? Co, gdybym był na jej miejscu? Co, gdyby tym razem jej mąż stanął twarzą w twarz nie z przestraszoną kobietą, ale z kimś, kto wcale się go nie boi?
Spojrzałem na Emmę i zdałem sobie sprawę, że ona czuje to samo. Podjąłem decyzję bez dalszej zwłoki.