Na ostrym dyżurze lekarze natychmiast ją przyjęli. Ciężka infekcja, odwodnienie, wyczerpanie. Trzymali ją zamkniętą przez kilka dni, „żeby mogła się uczyć”. Poczułem, jak krew się we mnie gotuje, ale zachowałem spokój. Robiłem to całe życie.
Godzinę później telefon zawibrował. Krótka wiadomość:
„Zespół jest w drodze”.
Usiadłem na plastikowym krześle w korytarzu. Przypomniałem sobie siebie sprzed lat. Nie byłem ogrodnikiem całe życie. Byłem żołnierzem. Byłem tym, który rozwiązał to, czego inni nie potrafili. Potem przeszedłem na emeryturę, kosiłem trawniki innym, żyłem prosto. Dla Marii.
W willi Pătrașcu cisza została przerwana. Czarne samochody, dowody osobiste, zdecydowane kroki. Radu został podniesiony z kanapy, wciąż blady na twarzy. Doina zaczęła krzyczeć o pieniądzach, prawnikach, wpływach. Na nikim to nie robiło wrażenia.
Odżyły stare urazy. Sąsiedzi, którzy słyszeli krzyki. Byli pracownicy. Pielęgniarka, która widziała siniaki i której płacono za milczenie. Wszystko zbiegło się w czasie, jakby zawaliła się tama.