Kiedy poślubiłam Ethana, wiedziałam już, że jego rodzice nigdy mnie w pełni nie zaakceptują.
Pochodzili ze starej fortuny – takiej, która odziedziczyła członkostwo w klubach wiejskich, swobodnie rozmawiała o inwestycjach i niosła ze sobą niewypowiedziane oczekiwania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ich świat kręcił się wokół statusu i dziedzictwa.
Byłam nauczycielką w szkole publicznej, miałam kredyt studencki i szafę pełną używanych ubrań.
Spotkałem ich po raz pierwszy na kolacji u nich w domu i szczerze mówiąc, wszystkie znaki ostrzegawcze były widoczne.
Matka Ethana przyglądała mi się powoli, jakby w myślach notowała każdy szczegół, by później o nim porozmawiać.