Kiedy wygrałem 2,5 miliona dolarów na loterii, moi rodzice próbowali mnie zmusić, żebym oddał połowę ich ulubionej córce. Odmówiłem. Następnego ranka byłem w szoku, widząc, jak palą mój czek na loterię. Powiedzieli, że jeśli się nie podzielę, nie dostanę ani grosza. Wybuchnąłem śmiechem, bo czek, który spalili, był w rzeczywistości…

Rozdział 1: Zimna rzeczywistość szczęścia
Całe dorosłe życie spędziłem, próbując prześcignąć pewną liczbę. Sześćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. To był miażdżący ciężar kredytów studenckich, które zaciągnąłem, próbując zdobyć dyplom, który moi rodzice uznali za „bezużyteczny”, a mimo to wciąż oczekiwali, że sam go sfinansuję. Jeździłem dziesięcioletnią Hondą Civic, która złowieszczo terkotała przy prędkości stu kilometrów na godzinę, mieszkałem w ciasnym, przeciągłym mieszkaniu w mniej prestiżowej części miasta i planowałem wydatki na zakupy spożywcze co do dolara. Nie nienawidziłem swojego życia – ciężko pracowałem, płaciłem rachunki i byłem dumny ze swojej niezależności – ale ciągły, cichy szum niepokoju finansowego był stałym elementem mojego umysłu.

Wtedy, w deszczowy wtorkowy wieczór, los na stacji benzynowej zmienił trajektorię wszechświata.

Dwa i pół miliona dolarów.