Jego koszula była rozcięta, ale brudna; na otwartym rękawie było małe rozdarcie. Wyglądało na to, że jego buty przeszły o wiele za dużo kilometrów.

Za ladą recepcyjną Nayeli obserwowała każdego gościa czujnym okiem: kto był odwiedzany, kto był odwiedzany, a kto nie.

O godzinie piętnastej drzwi obrotowe powoli się otworzyły.

Młody mężczyzna stąpał nieśmiało. Wyglądał na jakieś dwadzieścia pięć lat. Jego koszula była prosta, ale znoszona; na otwartym rękawie było małe rozdarcie. Jego buty wyglądały na przebyte o wiele za daleko. W rękach trzymał starą, mocno zużytą teczkę.

Nayeli spojrzała na niego, a wyraz jej twarzy na chwilę się zmienił.

„W czym mogę pomóc?” zapytała z automatyczną uprzejmością.

Młody człowiek wziął głęboki oddech.

„Dobra robota. Jestem tu na rozmowie kwalifikacyjnej. Zapisali mnie na dzisiaj… Ustawiam termin składania aplikacji.”

Sprawdziła komputer i znalazła ten sam tekst.

Álvaro Meпdoza.

Przeczytała to jeszcze raz, jakby miała nadzieję, że popełniła błąd.

„Przyszedłeś na rozmowę kwalifikacyjną?” zapytała, starając się zachować profesjonalny ton.

„Tak, proszę pani.”

Nie patrząc na niego zbyt długo, wskazała na krzesła z tyłu.

„Poczekaj tam. Pozwolę Hυmaп Resυrcesowi odejść.”

W poczekalni inni kandydaci już siedzieli, wszyscy nienagannie ubrani. Gdy Álvaro usiadł, jeden z nich mruknął:

„Ten facet też aplikuje na to stanowisko?”

„Chyba trafił w złe miejsce” – odpowiedział ktoś inny wśród cichego śmiechu.

Álvaro słyszał wszystko, ale milczał. Jego wzrok spoczął na ogromnym zdjęciu na ścianie: dyrektor generalny firmy, Camila Malagop, odbiera nagrodę biznesową.

Mając zaledwie dwadzieścia siedem lat, została zmuszona do pomocy ojcu w uratowaniu firmy, która stała na krawędzi bankructwa.

Niektórzy pracownicy uważali ją za surową. Inni mówili, że była po prostu sprawiedliwa.

Tymczasem na trzecim piętrze Camila przeglądała raporty, podczas gdy Rogelio, szef HumaP Resources, spacerował.

„Egipcerze, kończymy dziś rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko programisty”.

„Niech kandydaci przyjdą” – odpowiedziała, nie patrząc na mnie.

Dowпstairs, oпe po oпe, najlepiej predefiniowane aplikacje, które mamy υp. Dwadzieścia minut później został naprawiony tylko Álvaro.

Nayeli zawołała z wahaniem.

„Egipcjaninie… został jeszcze jeden kandydat, ale… nie wygląda on zbyt profesjonalnie.”

W drugim eпd panowała cisza.

"Nazwa?"

“Álvaro Meпdoza.”

Krótka pauza.

„Niech przyjdzie teraz.”

„Dobrze, dobrze?”

"Teraz."

Nayeli była zaskoczona i spojrzała na młodą mapę.

„Możesz iść. Czekają na ciebie.”

Pozostali kandydaci z niedowierzaniem obserwowali, jak szedł w stronę windy, energicznie grzebiąc w teczce.

Gdy dotarł na trzecie piętro, cichy korytarz zaprowadził go do biura ze szklanym szyldem:

Geéral Maпagemeпt — Camila Malagóп.

Asystent otworzył drzwi.

„Proszę przyjść.”

Álvaro delikatnie zapukał.

„Czy mogę przyjść tutaj?”

„Chodź ip.”

Biuro było przestronne, oświetlone dużymi oknami. Nic specjalnego – po prostu zamów i funkcjonuj. Camila stała przy biurku z otwartym laptopem.

Obserwowała go bez osądzania, po prostu oceniała.

“Usiądź, Álvaro.”

Zawahał się.

„Proszę pani… moje ubranie nie jest odpowiednie…”

„Powiedziałem ci, żebyś usiadł.”

Nie brzmiało to okrutnie, tylko stanowczo — jakby dawało jasno do zrozumienia, że ​​inne rzeczy mają tu znaczenie.

Álvaro usłuchał, nadal niespokojny.

Camila obróciła komputer w jego stronę.

„Przeglądałem twoje projekty. Nie pochodziłeś ze znanej uczelni, ale twoja praca pokazuje prawdziwą historię.”

Młody człowiek spuścił wzrok.

„Nauczyłem się sam… wykonując drobne prace.”

Ona dała radę.

„Mój zespół od kilku dni ma problem techniczny. Jeśli zaczekasz, możesz spróbować rozwiązać go jak najszybciej”.

Álvaro wyglądał na bardzo zaskoczonego.

„Dobrze, dobrze?”

„W porządku.”

Przez kilka minut słychać było jedynie odgłosy wciskania klawiszy. Młody człowiek zdawał się zapominać, gdzie się znajduje; poruszał się z rezerwą, całkowicie skupiony na kodzie.