„Diego…” wyszeptała.
„Dlaczego nigdy nie wróciłeś?” jej głos się załamał.
Ximena opowiedziała wszystko: strach, niebezpieczeństwo, raka. Diego uklęknął przed nią, trzymając jej zimne dłonie:
—Nie masz prawa! Jestem martwy w środku od szesnastu lat… a ona… ona jest naszą córką.
Cecilia zasłoniła usta, a pierścionek zabłysnął w smutnym świetle domu.
„Jestem Diego” – powiedział ostrożnie. „A jeśli pozwolisz… jestem twoim tatą”.
Cecilia zrobiła mały krok w jego stronę. Ximena szlochała.
„Nigdy nie byłeś tragedią” – powiedział Diego. „Byłeś najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. A jeśli los da nam drugą szansę, nie zamierzam jej zmarnować”.
Diego poruszył niebo i ziemię: zabrał Ximenę do najlepszego szpitala w Querétaro, zorganizował leczenie, badania kliniczne i nowe leki. Cecilia i Diego zaczęli się poznawać. Dziewczyna uczyła się, rękodzieła i czytała z pasją.
Miesiące później lekarz uśmiechnął się: guz się cofał. Ximena płakała ze szczęścia, Diego ją przytulił, a Cecilia dołączyła do nich.
Pobrali się podczas małej ceremonii, Ximena miała na sobie ten sam pierścionek, a Cecilia była druhną i miała na sobie niebieską suknię pasującą do topazu.
Diego pocałował Ximenę i szepnął jej:
-Wiecznie.
„To zawsze było wieczne” – odpowiedziała.
Później przenieśli się nad morze, do Nayarit .
Cecilia miała pokój z widokiem na wodę, stypendium w szkole, a Diego nauczył się prostych rzeczy: wozić ją na zajęcia, słuchać jej, być przy niej.
Pewnego popołudnia, oglądając zachód słońca na tarasie:
„Wyobraź sobie, co by było, gdybyś nie wysiadł z samochodu?” – zapytała Ximena.
„Nie lubię o tym myśleć” – odpowiedział Diego.
Cecilia biegała po piasku, śmiejąc się, a pierścionek błyszczał na jej dłoni.
„Na zawsze” – powtórzył.
—Wiecznie — rzekła Ximena.
Po raz pierwszy od szesnastu lat Diego poczuł, że w końcu jest w domu .
Brak powiązanych postów.