Daniel odchylił się na skórzanym fotelu i założył ręce za głowę.
Miał 42 lata, ale wyglądał na 35, a to za sprawą drogiej pielęgnacji skóry, osobistych noszy i charakterystycznego blasku mężczyzny, który wierzył, że świat kręci się wokół niego.
Zbudował firmę Beppett and Company od podstaw. A przynajmniej tak wszystkim mówił.
To była firma zajmująca się oprogramowaniem logistycznym, która niedawno uzyskała rządowy kontrakt wart milion dolarów. Ten kontrakt był kurą znoszącą złote jaja.
I Sarah. Była po prostu kobietą, która była przy nim, kiedy zaczynał, dyskretnym tłem jego udanej symfonii.
„Nawet nie walczył o dom w Hamptons” – powiedział Daniel, śmiejąc się krótko i sucho. „Możesz w to uwierzyć? Spodziewałem się wojny. Spodziewałem się, że wmiesza w to ojca. Ale cisza. Absolutna cisza”.
„Arthur Sterling to emerytowany zegarmistrz” – prychnął Richard, sprawdzając swój Rolex. „Co on miał niby zrobić? Naprawić ci zegarek? Ten człowiek zniknął po ślubie. Wątpię, żeby w ogóle wiedział, co to jest proces w trybie doraźnym”.
Daniel uśmiechnął się delikatnie. Pamiętał Arthura Sterlinga, stoickiego mężczyznę o siwych włosach, zrogowaciałych dłoniach i oczach, które zdawały się przeszywające na wylot. Na ślubie, dziesięć lat temu, Arthur nie wypowiedział ani słowa podczas toastów.
Po prostu wręczył Danielowi zabytkowy zegarek kieszonkowy, poklepał go po ramieniu i odszedł.
Rok później Daniel sprzedał zegarek, żeby kupić zestaw kijów golfowych. Wątpił, czy Sarah w ogóle to zauważyła.
„Tak jest lepiej” – powiedział Daniel, wstając i krążąc po małym pokoju. „Sarah miała ograniczone możliwości. Chciała mieć rodzinę. Chciała spokojnych weekendów”.
Chcę być na okładce Forbesa. Chcę penthouse'u w Londynie. Richard, dziś w końcu pozbyłeś się tego ciężaru.
Wyjął telefon i wysłał SMS-a do Jessiki, swojej asystentki, z którą współpracował od sześciu miesięcy.
Umowa zawarta. Szampan z lodem w Plaza. 13:00.
Wibracje telefonu i jego ręki przypominały bicie serca.
Był podekscytowany.
Przechytrzył prawników, przechytrzył swoją żonę i zapewnił sobie potęgę swojego imperium.
„Chodźmy” – powiedział Richard, zamykając z trzaskiem teczkę. „Sędzia Parker nas oczekuje. Postaraj się wyglądać poważnie, Danielu. Nie wyglądaj, jakbyś miał zaraz odkorkować butelkę Dom Pérignon na środku sali sądowej”.
„Potrafię udawać smutek” – puścił oko Daniel. „Jestem biznesmenem, prawda? Aktorstwo to połowa roboty”.
Wyszedł z sali konferencyjnej, idąc marmurowym korytarzem pewnym krokiem drapieżnika. Daniel poczuł się zniewalająco. Poprawił spinki do mankietów, czując zimne złoto na nadgarstkach.
Nie miałem pojęcia, że tusz na papierach rozwodowych stanie się najdroższym podpisem w moim życiu.
W pokoju 304 śmiał się w duszącej ciszy.
Sarah Betty siedziała przy stole po drugiej stronie, z rękami starannie skrzyżowanymi na kolanach. Miała na sobie prostą granatową sukienkę, a włosy miała spięte w ciasny kok.
Nie miała na sobie żadnej biżuterii, nawet diamentowych kolczyków, które Daniel podarował jej z okazji piątej rocznicy ślubu, tych samych, które kupił jej z przeprosinami za to, że nie mógł przyjść na jej urodziny.
Dla przypadkowego obserwatora Sarah wydawała się pokonana. Sprawiała wrażenie przytłoczonej ciężarem potężnego męża i nieubłaganego systemu prawnego.
Jego prawnik, młody i nieco służalczy prokurator publiczny o nazwisku Timothy Clark, spokojnie przeglądał papiery, upuszczając długopis, podnosząc go i odkładając z powrotem.
Ale gdybyś spojrzał w oczy Sary, zobaczyłbyś porażkę. Zobaczyłbyś legendarną powierzchnię głębokiego, ciemnego jeziora.
„Jest pani tego pewna, pani Beppett?” – wyszeptał Timothy, nachylając się ku niej. „Wciąż możemy zakwestionować podział majątku. Sędzia nawet jeszcze nie wszedł na salę rozpraw”.
Możemy poprosić o przerwę. Pojedziesz z Hodą i miesięcznym kieszonkowym, które ledwo pokryje czynsz w mieście. Firma? Pomogłeś ją założyć.
Sarah powoli odwróciła głowę.
„Jestem pewien, Timothy. Daj mu to. Niech zachowa towarzystwo. Niech zachowa dom. Niech zachowa zwycięstwo.”
"Ale-"
„Daniel mierzy swoją wartość w rzeczach, które da się zmierzyć: pieniądzach, samochodach, metrach kwadratowych. Jeśli mu je zabiorę, będzie się opierał. Jeśli mu je dam, straci czujność. Myśli, że wygrał. I właśnie tam go potrzebuję”.
Timothy zamrugał, zdezorientowany. Dostał tę sprawę za darmo i spodziewał się, że znajdzie się obok zrozpaczonej gospodyni domowej. Zamiast tego czuł się, jakby siedział obok eksperta od usuwania bomb.
Podwójne drzwi znajdujące się z tyłu sali sądowej nagle się otworzyły.
Daniel i Richard szli pewnym krokiem, emanując zapachem drogich perfum i zaraźliwą arogancją. Daniel nawet nie spojrzał na Sarę.
Podszedł prosto do stołu obrońców, odsunął krzesło i usiadł, głęboko wzdychając, przeczesując włosy dłonią, jakby przytłoczył go ciężar własnego geniuszu.
Richard Halloway wskoczył na korytarz.
„Tim, miło cię widzieć. Mam nadzieję, że dzisiaj po prostu finalizujemy umowę. Żadnych dramatów w ostatniej chwili”.
—Postąpimy zgodnie z umową — powiedział Timothy lekko załamującym się głosem.
Daniel odwrócił głowę, w końcu zwracając uwagę na żonę. Uśmiechnął się do niej smutno i protekcjonalnie.
„Sarah, wyglądasz dobrze. Mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku.”
—Nic mi nie jest, Danielu —powiedziała stłumionym głosem.
„No cóż. Słuchaj, wiem, że to trudne” – powiedział Daniel na głos, wystarczająco głośno, by usłyszał go stenograf sądowy. „Ale tak będzie najlepiej”.
Będziesz pod dobrą opieką. Presja na jedzenie jest ogromna. W końcu będziesz mógł zapisać się na te zajęcia malarskie, o których mi mówiłeś.
Sarah nawet nie mrugnęła.
„Dziękuję za troskę.”
Daniel odwrócił się do swojej prawniczki z uśmiechem na twarzy. Zajęcia malarskie. Boże, jaka ona była żałosna. Spodziewał się krzyków. Spodziewał się, że rzuci mu w twarz zdradę, mimo że nie mógł jej udowodnić. Ale ten zarzut… Był żałosny.
Dzięki temu jego życie stało się łatwiejsze.
„Wszyscy wstać!” ryknął woźny. „Przewodniczy Szanowna Sędzia Evely Parker”.
Sędzia Parker wpadła do sali sądowej – imponująca kobieta w ostrych okularach i z poważnym wyrazem twarzy. Zajęła miejsce, wygładziła togę i obserwowała obie strony znad okularów.
„Jesteśmy tu na ostatecznej rozprawie rozwodowej w sprawie Bennett przeciwko Bennettowi” – powiedział sędzia Parker. „Zapoznałem się z treścią ugody. Wydaje się, że jest ona wyraźnie stronnicza na korzyść pozwanego, pana Bennetta”.
„Mój klient pragnie jedynie spokoju, Wysoki Sądzie” – powiedział spokojnie Richard Halloway, wstając. „Pani Beppett zaakceptowała wszystkie warunki. Oto podpisy”.
—Pani Belpett — powiedział sędzia, patrząc na Sarę — Czy to prawda? Ma pani prawo do wspólnego domu i własności intelektualnej Belpett and Company.
Muszę ci przypomnieć, że Nowy Jork jest stanem, w którym obowiązuje zasada sprawiedliwego podziału. Masz prawo do sprawiedliwego podziału.
Sarah wstała.
„Rozumiem, Wysoki Sądzie. Jestem gotów podpisać. Nie chcę niczego od Betty i spółki. Chcę ostatecznego przełomu”.
Daniel poczuł przypływ dopaminy. To się działo. To się naprawdę działo.
„Bardzo dobrze” – westchnęła sędzia Parker, unosząc młotek. „Jeśli nie ma już żadnych sprzeciwów ani świadków do przesłuchania w sprawie podziału majątku…”
Na sali sądowej panowała cisza.
Daniel patrzył, jak młotek zostaje podniesiony. Co gorsza, szampan został już odkorkowany.
Ciężkie dębowe drzwi z tyłu sali sądowej nie otworzyły się ani na krok. Jęknął.
Wszystkie głowy się odwróciły.
Na progu stał mężczyzna. Miał na sobie wełniany płaszcz, który wyglądał na jakieś 30 lat, i srebrną czapkę. Trzymał w ręku kawałek drewna, na którym można było się oprzeć, jakby to była broń do odpoczynku.
Daniel zmarszczył brwi.
To był Artur, ojciec Sary.
Świetnie, pomyślał Daniel. Dramat emocjonalny już trwa. Stary zegarmistrz zaraz się rozpłacze.
Arthur Sterling nie patrzył na Sarę. Nie patrzył na sędziego. Jego wzrok był utkwiony prosto w Daniela.
I po raz pierwszy w życiu Daniel Beppett poczuł chłód, który towarzyszył mu na widok wszystkiego, co widział w klimatyzowanym powietrzu.
Artur zrobił krok naprzód, a personel głośno prychnął na parkiet.
—Sprzeciwiam się —powiedział Artur.
SÅ voz пo era forte, pero tepía upa resopaпaпcia qυe parece vibrar coпtra los papelles de madera.
„Sprzeciwiam się dystrybucji dóbr, zwłaszcza tych, które od początku nie należały do pana Beppetta”.
„Proszę o porządek!” – krzyknęła sędzia Parker, choć wydawała się bardziej zaintrygowana niż zirytowana. „Panie, to jest rozprawa zamknięta. Kim pan jest?”
—Jestem Arthur Sterling — powiedział starzec, idąc powoli centralnym korytarzem. Poruszał się z dziwną, płynną gracją jak na mężczyznę w jego wieku. Ojciec powoda i prawowity właściciel budynku, którego pan Beppett tak stanowczo twierdzi.
Daniel się roześmiał. Właściwie, roześmiał się głośno. Nie mógł się powstrzymać.
„Wysoki Sądzie, to niedorzeczne. To mój teść. To emerytowany zegarmistrz z Queens. Jest ewidentnie zdezorientowany i zmartwiony rozwodem. Richard, czy możemy go gdzieś zabrać?”
Richard Halloway wstał i zapiął marynarkę.
„Wysoki Sądzie, pan Sterling nie ma legitymacji procesowej do wniesienia pozwu w tej sprawie. Nie jest stroną tego procesu. To bardzo emocjonalny moment dla rodziny i sugerujemy…”
—Proszę usiąść, panie Halloway — powiedział sędzia Parker.
Zmrużyła oczy i spojrzała na Artura.
„Panie Sterling, twierdził pan, że jest właścicielem. To śmiałe stwierdzenie. Pan Beppett jest zarejestrowanym prezesem zarządu i założycielem Beppett and Company. Akt własności nieruchomości w Hamptons jest na jego nazwisko”.
Arthur w końcu dotarł do balustrady oddzielającej galerię od sali sądowej. Wsunął rękę pod swój za duży wełniany płaszcz.
Ręka komornika impulsywnie powędrowała w stronę zbiornika, ale Artur nie wyciągnął broni.
Wyjął grubą, kwadratową skórzaną teczkę.
Był stary, skóra popękana i wyblakła, a przewiązany był prostym, czerwonym sznurkiem.
—Papier— powiedział Artur, rzucając teczkę na stół obrony przed Danielem.
Upadek nastąpił z dużą siłą, przesuwając się po wypolerowanym drewnie i przewracając szklankę z wodą Daniela.
„Co to jest?” warknął Dapiel, podskakując, by uniknąć wody. „To nękanie”.
—Otwórz, Danielu — powiedziała Sarah.
Daniel zamarł.
To był pierwszy raz, kiedy odezwał się do niej bezpośrednio od początku występów. Jego głos nie był już monotonny.
Było zimno.
Daniel spojrzał na Richarda. Richard wzruszył ramionami z wyrazem irytacji na twarzy.
„Płyńmy z prądem, żeby sędzia zobaczył, że postępujemy rozsądnie. Wtedy go wyprowadzimy”.
Daniel chwycił teczkę. Ręce trzęsły mu się z wściekłości. Rozwiązał sznurek i otworzył ją.
Pierwsza strona nie była dokumentem prawnym.
To była fotografia. Czarno-białe zdjęcie młodego Arthura Sterlinga stojącego obok mężczyzny, którego Dariel rozpoznał jako gwiazdę podręczników historii, tytana przemysłu lat 70. Trzymał rękę przed fabryką.
„Fajne zdjęcie” – zadrwił Daniel. „Więc poznałaś kiedyś sławnego faceta. Co tego dowodzi?”
—Przejdź do następnej strony —powiedział Artur.
Daniel przewrócił stronę.
Był to dokument powierniczy datowany na 15 lat temu, 5 lat przed poznaniem się Daniela i Sarah.
Fundacja rodziny Sterlingów na rzecz niewidomych.
Daniel obejrzał dokument. Żargon prawniczy. Spojrzał na Richarda.
Richard pochylił się do przodu i przesunął wzrokiem po stronie.
Nagle Richard zbladł.
Arogancja zniknęła, zastąpiona absolutnym strachem prawnika, który zdaje sobie sprawę, że zignorował niezbity dowód.
—Danielu— wyszeptał Richard. —Czy kiedykolwiek szukałeś tytułów własności posiadłości w Hamptons, które liczyły więcej niż 10 lat?
„Dlaczego miałbym to zrobić?” syknął Daniel. „Kupiłem to od tej podejrzanej firmy na Kajmanach. To była ściema”.
—Przeczytaj klauzulę beneficjenta—głos Artura przerwał szepty.
Daniel spuścił wzrok.
Aktywa będące w posiadaniu Sterling Family Balance Trust, w tym wszelka nieruchomość i własność intelektualna przypisana spółce zależnej Vector Logic, pozostają wyłączną własnością trustu do czasu przekazania beneficjentowi
Sarah Sterlig ukończy 45 lat lub jej małżeństwo ulegnie rozwiązaniu. W takim przypadku wszystkie aktywa powrócą pod bezpośrednią kontrolę powiernika, Arthura Jamesa Sterliga.
„Nie rozumiem” – wyjąkał Daiel. „Logika wektorowa. To kod w zapleczu. To rdzeń mojego oprogramowania”.
„Twoje oprogramowanie?” Arthur wszedł przez drzwi, ignorując woźnego. „Daiel, jesteś sprzedawcą. Nie potrafiłbyś zaprogramować mikrofalówki do robienia popcornu. Kiedy zakładałeś firmę, potrzebowałeś systemu zarządzania danymi. Sarah ci go zapewniła.”
—Dała mi podstawowy przewodnik — krzyknął Daiel. —Zbudowałem imperium.
„Dała ci kod” – poprawił go Arthur – „który należał do Vector Logic, fikcyjnej firmy należącej do mojego trustu. Podpisałeś umowę licencyjną 10 lat temu”.
Pamiętasz? Spieszyłeś się, żeby wziąć pożyczkę. Podpisałeś stertę papierów, które dała ci Sarah.
Myśl Daniela szybko się cofnęła. Pierwsze kilka dni. Chaotyczne noce. Sarah zajmująca się papierkową robotą, podczas gdy on naradzał się z inwestorami.
Podpisywał wszystko, co mu dawała. Ufał jej. A raczej myślał, że jest zbyt naiwna, żeby go oszukać.
„To zezwolenie” – stwierdził Arthur – „mogło zostać natychmiast odwołane w przypadku rozwodu”.
Artur się uśmiechnął. To nie był przyjemny uśmiech. To był uśmiech wilka polującego na uwięzionego królika.
„Dapiel, nie jesteś właścicielem oprogramowania. Nie jesteś właścicielem domu. Nie jesteś nawet właścicielem fotela, na którym siedzisz. Wynajmujesz ode mnie swoje życie od 10 lat. A umowa najmu właśnie wygasła”.
Na sali sądowej panowała głęboka cisza.
Nawet stenograf przestał pisać.
Daniel spojrzał na dokument. Potem spojrzał na Sarę.
Teraz Sarah się uśmiechała.
Sięgnęła do torebki i wyjęła szminkę. Powoli ją nałożyła, przeglądając się w kieszonkowym lusterku.
„Myślę” – powiedziała Sarah, zamykając z hukiem piórnik – „żebyśmy porozmawiali o presji związanej z jedzeniem. Ale nie sądzę, żebym to ja miała za to płacić”.
Daпiel siпtió qυe la habitaciónп daba rυeltas.
„Richard, zrób coś. Powiedz im, że to nieprawda”.
Richard Halloway gorączkowo pisał coś na swoim telefonie.
„Właśnie sprawdzam rejestr działalności gospodarczej. O mój Boże!”
Richard spojrzał w górę, blady jak duch.
„Spółka holdingowa Hamptons jest powiązana ze Sterling Trust i Vector Logic. Krótko mówiąc, są właścicielami patentów. Są właścicielami własności intelektualnej”.
—Co masz na myśli? — krzyknął Daiel.
—To oznacza — powiedział Richard, przełykając ślinę — że jeśli masz licencję, Beppett ap Company jest niczym więcej niż firmą widmo, która sprzedaje nielegalne pirackie oprogramowanie.
Jeśli cofną ci licencję, umowa z rządem zostanie anulowana. Pozwą cię za oszustwo. Trafisz do więzienia federalnego.
Daniel opadł na krzesło. Spojrzał na Arthura Sterlinga, człowieka, z którego kpił, którego nazywał zegarmistrzem.
—Kim jesteś? —wyszeptał Dapiel.
Arthur oparł się o podporę i spojrzał na swoją pustynię.
—To ja naprawiam rzeczy — powiedział Artur. — A ty, Danielu, jesteś zepsuty.
Młotek sędziego Parkera nie opadł. Zamiast tego, opuścił go powoli, opierając magika o ławę, a jego wzrok szybko przeskakiwał między popękanym skórzanym folderem a spoconą twarzą Richarda Hallowaya.
—Panie Halloway — powiedział sędzia Parker niebezpiecznie cichym głosem — badam akt notarialny powierniczy zawarty na mocy tego małżeństwa.
Analizuję również umowę licencyjną, która najwyraźniej przyznaje panu Beppettowi prawo do korzystania z kodu źródłowego Vector Logic jedynie w sposób odwołalny; według pana Sterliga licencja ta została właśnie odwołana.
Richard Halloway nie był już tym pewnym siebie mężczyzną, jakim był kiedyś, czekającym na miażdżące zwycięstwo. Gorączkowo przeglądał dokumenty, które Arthur rzucił na stół. Papiery rozsypały się po podłodze.
„Wysoki Sądzie, to zasadzka” – wyjąkał Richard, a na jego czole pojawiły się krople potu. „To proces z zaskoczenia. Nie mieliśmy czasu, żeby uwierzytelnić te dokumenty. Z tego, co wiemy, może to być fałszerstwo sfabrykowane przez zhańbionego teścia”.
„Autoryzacja?” Arthur Sterling zaśmiał się cicho. Był to suchy, chrapliwy śmiech. „Patrz przypis na stronie 4, panie Halloway. Kto uwierzytelnił tę umowę 10 lat temu?”