Wielka mistrzyni szachowa roześmiała się, gdy ją zobaczyła… a 8-letnia rumuńska dziewczynka upokarzała ją każdym ruchem.

— Mój dziadek, proszę pana – odpowiedziała Zuzanna spokojnie. – Powtarzał, że królowa jest silna tylko wtedy, gdy potrafi chronić pionki.

Jej słowa wywołały burzę oklasków. Natalia poczerwieniała, ale nic nie odpowiedziała. Zaczęła przesuwać figury chaotycznie, tracąc koncentrację.

Zuzanna wykorzystywała każdy błąd mistrzyni. Każdy jej ruch był pewny, elegancki, przemyślany. Wyglądało, jakby widziała pięć ruchów do przodu. Publiczność wstała. W powietrzu czuło się coś, co rzadko zdarza się w sali szachowej – czysta emocja.

Gdy Natalia podniosła wzrok i zdała sobie sprawę, że przegrywa, sala zamilkła.

— Mat – wyszeptała Zuzanna.

Przez pomieszczenie przeszedł dreszcz. Nikt nie bił braw na początku. Było zbyt wiele zdumienia. Mistrzyni świata pokonana przez ośmioletnie dziecko.

Po kilku sekundach ktoś zaczął klaskać. Potem kolejny. W jednej chwili cała sala wypełniła się oklaskami.

Natalia wstała, niedowierzająca. Wyciągnęła rękę do Zuzanny, ale jej głos drżał.
— Masz niezwykły talent, dziewczynko.

Zuzanna uśmiechnęła się nieśmiało.
— Dziękuję, proszę pani. Ale to nie tylko talent. To praca. Każdego wieczoru grałam z dziadkiem, aż zasypiałam z głową na stole.

Fotografowie zaczęli robić zdjęcia, a następnego dnia wszystkie gazety pisały o „dziewczynce, która pokonała mistrzynię”.

Kilka miesięcy później Zuzanna otrzymała stypendium od Polskiego Związku Szachowego. Dziadek Piotr, z wilgotnymi oczami, objął ją, mówiąc:
— Zawsze mówiłem ci, że umysł jest silniejszy niż szczęście.

A Zuzanna, ledwo szepcząc, odpowiedziała:
— Nie chcę być mistrzynią jak Natalia. Chcę być mistrzynią, która pokazuje ludziom, że każde dziecko, z każdej wioski, może dojść na szczyt.

Od tej pory, w każdym turnieju, gdy siadała przed szachownicą, nie widziała tylko figur – widziała twarz dziadka i wierzyła całym sercem, że w życiu nie wygrywa ten najsilniejszy, lecz ten, kto nie przestaje wierzyć.