Słuchając, twarz Sarah przepełniła się burzą emocji: niedowierzaniem, przerażeniem, a potem głęboką, druzgocącą falą satysfakcji. Łzy spływały jej po twarzy, ale nie były to łzy smutku. Były to łzy ulgi.
„Więc nie jestem szalona” – wyszeptała, uwalniając w ten sposób wielomiesięczne tłumienie cierpienia. „Nie jestem paranoiczką. Wiedziałam, że coś jest nie tak”.
W tym momencie nieśmiała, oślepiona kobieta zniknęła, zastąpiona przez matkę, której instynkty okazały się przerażająco słuszne. W jej oczach pojawił się zimny, twardy gniew. „Co mamy zrobić?”
Za pełną zgodą Sarah dr Evans zainicjował szpitalny protokół postępowania. Skontaktował się z administratorem szpitala i przedstawicielem Child Protective Services. Opracowano plan.
Następnego ranka Helen odebrała telefon z gabinetu dr. Evansa. „Pani Miller, mamy wyniki i chcielibyśmy omówić nowy, bardziej agresywny plan leczenia Leo. Czy mogłaby pani i Sarah przyjść o jedenastej?”.
Helen przybyła, emanując pewnością siebie, gotowa przejąć „nowy plan”. Jednak kiedy została wprowadzona do sali konferencyjnej, zastała tam nie tylko młodego lekarza, ale także Sarah, której oczy nie były już przestraszone, lecz wypełnione lodowatą furią, oraz kobietę o surowej twarzy, która przedstawiła się jako pracownik opieki społecznej.
Pewny siebie uśmiech Helen zniknął.
Dr Evans nie tracił czasu. Spokojnie przesunął kopię raportu toksykologicznego po stole. „Pani… „Panie Miller” – zaczął głosem pozbawionym ciepła. – „Zanim omówimy jakiekolwiek nowe metody leczenia, może opowie nam pan o „tajemniczej przyprawie” z ogrodu, którą dodaje pan do zupy wnuka”.
Maska kochającej babci roztrzaskała się. Twarz Helen, jeszcze przed chwilą opanowana i pełna wyższości, skurczyła się w maskę czystej paniki. Wyrzuciła z siebie zaprzeczenia, jej kłamstwa były kruche i desperackie w konfrontacji z surową, naukową prawdą na papierze przed nią. Ale to nic nie dało. Pytania pracownika socjalnego były nieustanne, fakty medyczne dr. Evansa niepodważalne, a zimne, milczące spojrzenie Sary stanowiło najbardziej druzgocący osąd ze wszystkich.
Helen została aresztowana jeszcze tego samego dnia. Historia stała się lokalnym skandalem. Jej „nagradzany” angielski ogród, niegdyś symbol jej dumy i statusu, został odgrodzony policyjną taśmą, a jego piękne, śmiercionośne kwiaty stały się dowodem w śledztwie.