Synowa wyrzuciła mnie za drzwi, szydząc: „Wynoś się na ulicę”. Spojrzałam na nią spokojnie i powiedziałam: „Jutro dostaniesz prezent”. Następnego dnia jej okrucieństwo wróciło do niej jak trucizna.

Czasem zastanawiam się, czy nie byłem zbyt surowy.

Wtedy przypominają mi się jej słowa.

I wiem, że nie byłem.

Bo rodzina to nie więzy krwi.

To szacunek.

A raz złamany szacunek ma swoją cenę.

Brak powiązanych postów.