Spędziłam noc z facetem, który był ode mnie o 30 lat młodszy, a rano, gdy obudziłam się w pokoju hotelowym, odkryłam coś strasznego.

Poszedłem do małego baru.

Było ciepłe, żółte oświetlenie i łagodna muzyka. Usiadłem w kącie i zamówiłem lampkę czerwonego wina.

Rozglądałem się dookoła i w pewnym momencie zauważyłem mężczyznę podchodzącego do mojego stolika. Był młodszy ode mnie, po trzydziestce, zadbany, pewny siebie, z uważnym spojrzeniem. Uśmiechnął się i zaproponował, żeby zamówić mi kolejny kieliszek.

Zaczęliśmy rozmawiać tak swobodnie, jakbyśmy znali się od lat. Powiedział, że pracuje jako fotograf i niedawno wrócił z podróży.

Opowiedziałam mu o sobie, o swoim życiu, o tym, jak odkładałam tyle rzeczy na później i nigdy nie podjęłam decyzji. Nie wiem, czy to wina, czy po prostu ciepła, ale nagle poczułam się żywa.

Tej nocy pojechałam z nim do hotelu. Czułam strach i jednocześnie spokój. Od dawna nie czułam ciepła, obecności innej osoby u boku. Prawie nie rozmawialiśmy, po prostu pozwalając, by prowadziły nas emocje.