Elena skinęła głową.
—Tak, ma szesnaście lat.
Carmen delikatnie dotknęła ramienia syna.
Następnie zaczął szybko poruszać rękami.
Elena przetłumaczyła.
—Mówi, że przypominałem jej ją samą, gdy była młoda i nikt nie poświęcał czasu, żeby nauczyć się, jak z nią rozmawiać.
W restauracji rozbrzmiewały eleganckie pomruki i rozbrzmiewała delikatna muzyka.
Ale przy stole Valdésa zaczęła panować inna cisza.
Carmen kontynuowała rozmowę za pomocą języka migowego.
Jej ręce poruszały się z podniecenia.
Elena tłumaczyła powoli.
—Mówi, że przez wszystkie te lata nikt w restauracji nie zadał sobie trudu, żeby tak do niego przemówić.
Julian spojrzał na matkę poważnym wzrokiem.
Potem znów spojrzał na Elenę.
A potem powiedział coś, co sprawiło, że cała restauracja ucichła.
—Eleno, czy chciałabyś pracować dla mojej rodziny?
Elena zamrugała, zdezorientowana.
-Pan?
Julian położył obie ręce na stole.
—Moja mama potrzebuje kogoś, kto będzie mógł się z nią codziennie kontaktować.
Elena poczuła, że jej serce zaczyna bić mocniej.
—Jako asystent?
Julian powoli pokręcił głową.
—Jako część naszej rodziny.
W tym momencie nawet kelnerzy, którzy stali w pobliżu, zatrzymali się.
Pani Herrera obserwowała wszystko z daleka, szeroko otwartymi oczami.
Julian kontynuował przemowę spokojnym głosem.
—Pensja byłaby dziesięć razy wyższa niż tutaj.
Elena poczuła, jak powietrze znika z jej płuc.
Ale Julian jeszcze nie skończył.
—Będę również w pełni odpowiedzialny za wykształcenie artystyczne twojej siostry.
Słowa unosiły się w powietrzu, jakby czas w restauracji się zatrzymał.
Elena poczuła, że w jej oczach zaczynają gromadzić się łzy.
Ponieważ wszystko, co robiłem przez lata…