Pojawiła się, aby podpisać papiery rozwodowe w ósmym miesiącu ciąży... i tego samego dnia patrzyła, jak jej mąż poślubia swoją kochankę, uśmiechając się, jakby stracił wszystko... Nie wiedział, że ona odchodzi, zabierając ze sobą sekret, który miał zniszczyć wszystko, co myślała, że ​​osiągnęła.

Zadzwonił telefon i przyszła wiadomość od jej prawnika, informująca ją, że wszystko jest gotowe, zgodnie z planem, i że musi tylko zaufać procesowi.

Uśmiechnęła się lekko na słowo „zaufaj”, ponieważ po tym wszystkim, przez co przeszła, słowo to wydawało się niemal obce i dziwnie ironiczne.

„Daj mi pięć minut” – wyszeptała, zamykając oczy i biorąc głęboki oddech, pozwalając wspomnieniom powrócić falą, nie zakłócając jej spokoju.

Przypomniała sobie ukryte rachunki za czynsz, nocne spotkania, które zawsze wydawały się umówione, i telefony, które kończyły się w chwili, gdy wchodziła do pokoju.

Potem przypomniała sobie ten kwietniowy dzień, kiedy zobaczyła Ashley Monroe wychodzącą z jej budynku, poprawiającą bluzkę i uśmiechającą się, jakby w końcu dostała to, czego chciała.

Ashley była jej koleżanką z klasy, kobietą, która zawsze trochę za bardzo podziwiała swoje życie, a teraz ten podziw przerodził się w coś o wiele bardziej destrukcyjnego.

Pukanie w okno sprawiło, że podskoczyła. I oto stał tam Gregory Hale, ubrany w nienaganny garnitur, z pewnym siebie uśmiechem, który teraz przypominał maskę.

Obok niego stała Ashley, ubrana w elegancką sukienkę, a jej obcasy stukały o mokry chodnik z wystudiowaną pewnością siebie.

„Wejdziemy?” – zapytał uprzejmie Gregory, choć w jego głosie słychać było nutę zniecierpliwienia.