Ashley nie powiedziała tego na głos, ale słyszałam to w każdym protekcjonalnym uśmiechu:
Nie pasujesz do naszego świata.
Wkrótce Ethan zaczął zachowywać się tak, jakby się z nią zgadzał.
Telefony ucichły. Wakacje przerodziły się w pospieszne wizyty. Przestał mnie przytulać na pożegnanie. Wydawało się, że im doskonalsze było jego życie, tym bardziej wstydził się kobiety, która go wychowała.
Pewnego popołudnia przyszedł i usiadł w moim salonie, mając minę kogoś, kto przynosi złe wieści.
„Potrzebujemy pieniędzy na ślub” – powiedział krótko. „Rodzice Ashley już pokryli swoją część kosztów. Teraz potrzebujemy twojej pomocy”.
„Ile?” zapytałem, przygotowując się.
„19 000 dolarów”.
Powiedział to tak, jakby zamawiał kawę: swobodnie, z nutą wyższości w głosie.
„To wszystkie moje oszczędności” – wyszeptałem.
Nawet nie mrugnął.
„Gdybyś mnie kochała” – odpowiedział – „nie wahałabyś się”.
Coś we mnie bezgłośnie pękło, jakby talerz spadł ze stołu i roztrzaskał się o podłogę.
Ale i tak jej go dałem. Bo matki nigdy nie przestają kochać, nawet gdy boli. Poszedłem do banku, opróżniłem konto i włożyłem jej czek do ręki.
Nie przytuliła mnie. Nie płakała. Nawet się nie uśmiechnęła.