
Sala sądowa wstrzymała oddech.
Wtedy Camila pękła.
W przypływie wściekłości rzuciła się naprzód i uderzyła Naomi mocno w brzuch.
Naomi upadła.
Panowanie nad sędzią legło w gruzach.
Syreny.
Światła.
Krew dudni w uszach Naomi.
W szpitalu maszyny piszczały, a lekarze walczyli o stabilizację stanu matki i dziecka. Naomi kurczowo trzymała się brzucha, modląc się w milczeniu. Rytm monitora płodu stał się dla niej ratunkiem.
Na telewizorze w korytarzu atak był odtwarzany w nieskończoność – kopniak Camili w zwolnionym tempie, krzyk Naomi rozbrzmiewający z głośników. Komentatorzy analizowali każdą sekundę, podczas gdy zespół PR Leonarda starał się zatuszować prawdę.
Leonardo zadzwonił do Naomi.
Zimno. Kontrolowane.
„Nie rozmawiaj z mediami”.
„Podpisz to, co przyśle mój prawnik”.
„Jeśli tego nie zrobisz, zabiorę dziecko”.
Potem przyszła wiadomość od Camili:
Następnym razem na pewno nie przegapię.