Historia prezesa i chłopca na jego ramionach natychmiast stała się legendą firmy. Ale dla Jamesa Andersona nie był to jednorazowy gest; to było oświadczenie o misji.
W poniedziałek rano z biura prezesa wysłano e-mail do całej firmy. Nie wymieniono w nim nazwiska Marka Thompsona. Nie było takiej potrzeby. Zamiast tego ogłoszono natychmiastowe uruchomienie inicjatywy „WonderJoy for All”. Był to kompleksowy, nowy program, którego celem było zapewnienie, że zasady inkluzywności i dostępności będą podstawą każdego aspektu działalności firmy, od kultury pracy i praktyk rekrutacyjnych po projektowanie produktów.
Zmiany nastąpiły realnie i szybko. Sześć miesięcy później WonderJoy Toys wprowadziło na rynek swoją najbardziej udaną linię produktów od dekady: „The Diversity Heroes”. Linia obejmowała figurki akcji o różnorodnych umiejętnościach i pochodzeniu. Jej gwiazdą, która stała się natychmiastowym bestsellerem, był superbohater na zaawansowanym technologicznie wózku inwalidzkim z napędem rakietowym. Nazywał się „Ben the Blazer”. Daniel i Ben zostali zaproszeni na premierę produktu jako goście honorowi.
W przestronnym, narożnym gabinecie Jamesa Andersona, wśród oprawionych nagród biznesowych i branżowych, na jego biurku dumnie stało nowe zdjęcie. Nie było to zdjęcie przedstawiające go ściskającego dłoń politykowi ani odbierającego trofeum. To było spontaniczne zdjęcie zrobione telefonem przez pracownika podczas Dnia Rodziny. Uchwyciło moment, gdy on i Ben, siedzący wysoko na jego ramionach, przekroczyli linię mety, z twarzami rozciągniętymi w radosnych, promiennych uśmiechach.
Służyło mu jako codzienne przypomnienie o prawdziwym, autentycznym i jedynym „wizerunku firmy”, jaki kiedykolwiek chciał zbudować.