— Uważaj, Radu. Nie wszystko, co się świeci, jest dla ciebie.
Śmiałem się wtedy z niego.
Teraz, z muzyką folk w tle i serdecznym śmiechem prostych ludzi, poczułem tępy, głęboki ból.
Livia mnie zobaczyła.
Nasze oczy się spotkały.
W jej oczach nie było nienawiści. Żadnego wyrzutu. Tylko dojrzały spokój.
Uśmiechnęła się do mnie uprzejmie.
To było to.
Ten uśmiech mnie załamał.
Odwróciłem się gwałtownie i wyszedłem z podwórka. Kroki same poniosły mnie do samochodu. Oparłem się o drzwi i zacząłem płakać. Nie dyskretnie. Ale tak, jak płacze mężczyzna, który zbyt późno zrozumiał, co stracił.
Nie dla Livii.
Dla siebie.
Dla mężczyzny, którym mogłem być.
Długo tam siedziałem. Kiedy się uspokoiłem, wsiadłem do samochodu i odjechałem, nie oglądając się za siebie.
Tego wieczoru wróciłem do domu i po raz pierwszy wyraźnie zobaczyłem pustkę w moim życiu.
Dwa miesiące później się rozwiodłem.